Kontrakty IT
Umowa IT to nie kontrakt na dostawę towaru. To ramy dla czegoś, co dopiero powstanie, będzie się zmieniać i niemal na pewno pójdzie inaczej niż zakładano. Po jednej stronie wizja i oczekiwania, po drugiej estymaty i zastrzeżenia. Większość sporów IT nie wynika ze złej woli. Wynika z umów, które nie przewidziały tego, co nieuniknione: że rzeczywistość będzie inna niż plan.
Umowy wdrożeniowe i projektowe
Wdrażasz system, który ma zmienić sposób działania firmy. Mówisz, czego potrzebujesz i na kiedy. Dostawca mówi, że da radę. Między tymi dwoma zdaniami jest często kilka milionów i kilkanaście miesięcy, które mogą pójść na marne.
Wchodzimy przed projektem albo wtedy, gdy już płonie. Na początku definiujemy co znaczy „sukces" i po czym poznasz, że go nie ma, a także rozkładamy ryzyko zmian, opóźnień i rozbieżności. W kryzysie szukamy wyjścia: renegocjacja, eskalacja, rozwiązanie umowy, spór. Żebyś mógł podjąć decyzję z pozycji siły, nie z pozycji ofiary.
Dobra umowa wdrożeniowa nie zakłada, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Zakłada, że nie pójdzie.
Umowy utrzymaniowe i SLA
System działa. Teraz musi działać cały czas. Ale co to znaczy „cały czas"? Co się stanie, gdy przestanie? Kto odpowiada, w jakim czasie, za jakie pieniądze? Umowa utrzymaniowa bez precyzyjnych odpowiedzi na te pytania to tylko złudzenie bezpieczeństwa.
Tworzymy SLA, które naprawdę chroni. Z parametrami, które umiesz zmierzyć i wyegzekwować, z eskalacją, która działa o trzeciej w nocy, z rozliczeniem powiązanym z rzeczywistą jakością usługi. Nie katalog obietnic, tylko mechanizm, który wymusza dotrzymanie słowa.
Dostępność 99,9% brzmi świetnie. Dopóki się nie okaże, ile to godzin przestoju rocznie.
Żaden plan nie przetrwa kontaktu z rzeczywistością.
Umowy licencyjne na oprogramowanie
Kupujesz licencję, a potem okazuje się, że nie możesz używać oprogramowania w spółce zależnej. Albo że upgrade wymaga nowej umowy. Albo że „licencja wieczysta" kończy się wraz z maintenance.
Analizujemy warunki przed podpisaniem i negocjujemy z dostawcą w twoim imieniu. Gdy już jesteś w pułapce, szukamy wyjścia: renegocjacja, zmiana struktury, audyt zgodności zanim zrobi go dostawca. Układamy licencje pod to, jak naprawdę używasz oprogramowania, nie pod to, jak sprzedawca chciałby żebyś je kupił.
W licencji na oprogramowanie diabeł nie siedzi w szczegółach. On tam mieszka.
Umowy na rozwój oprogramowania dedykowanego
Zamawiasz software na miarę. Specyfikacja jest, ale obie strony wiedzą, że zmieni się pięć razy. Pytanie nie brzmi już „czyj będzie kod", tylko czy będziesz mógł go rozwijać, utrzymywać i zmienić wykonawcę, gdy zajdzie potrzeba.
Budujemy umowy pod ciągłość i niezależność: dostęp do repozytorium, dokumentacji, środowisk. Prawo do rozwoju własnymi siłami lub z kimś innym. Mechanizmy wyjścia, zanim staniesz się zakładnikiem jednego dostawcy. Gdy relacja z wykonawcą się psuje, szukamy rozwiązania albo prowadzimy spór.
Własność kodu to za mało. Liczy się, czy możesz go skutecznie rozwijać.
Outsourcing IT i body leasing
Twój produkt rozwija zespół, którego połowa pracuje dla kogoś innego. Kontrakty B2B, software house, nearshore, offshore. Niezależnie od modelu, pytania są te same: co jeśli kluczowy człowiek odejdzie, co jeśli dostawca podniesie ceny albo zniknie, kto tak naprawdę kontroluje wiedzę o twoim produkcie.
Zabezpieczamy to, co w outsourcingu naprawdę ryzykowne: ciągłość wiedzy, dostęp do ludzi i kodu, wyjście bez paraliżu. Nie papierową „ochronę IP", tylko realne mechanizmy. Ustalamy co się dzieje gdy ktoś odchodzi, jak przenosisz projekt i kto ma co udokumentować. Gdy relacja z dostawcą się psuje, negocjujemy przejście albo prowadzimy spór.
Elastyczność outsourcingu jest prawdziwa. Ryzyko zależności też.
